"Dzieje ciast i ciasteczek sięgają czasów tak odległych
jak odległe są początki wykorzystywania mleka i mąki.
Droga do współczesnych wypieków była wtedy jeszcze długa i wyboista.
Prawdziwymi mistrzami piekarnictwa byli mieszkańcy antycznej Grecji, w której wypiekano rozmaite wyroby cukiernicze.
Po Grekach zamiłowanie do ciast i nadawania im finezyjnych kształtów przejęli Rzymianie. W stolicy Imperium Romanum ciasta czy ciasteczka nazywano placenta albo libum i spożywano je podobnie jak w starożytnym Egipcie, czyli najchętniej z miodem. Przyjętym zwyczajem było też składanie ich w ofierze bogom. Jednakże nie tylko u Greków i Rzymian ciasto miało znaczenie symboliczne. Również Słowianie wypiekali ciasto, któremu nadawali okrągły kształt, by uczcić nim wiosenne słońce. Podobnie Celtowie, którzy w pierwszy dzień wiosny ofiarowywali je swojej bogini Beltane.
Niezwykłą rolę, jaką w dawnych kulturach spełniały ciasta,
można wytłumaczyć tym, że człowiek ofiarowywał bogom to, co miał
najcenniejszego. A cóż może być cenniejszego od słodkiego, aromatycznego i
pulchnego ciasta? W średniowieczu większą rolę w obrzędach religijnych
zaczął spełniać chleb, natomiast ciasta stały się przysmakiem zarezerwowanym
tylko dla bogaczy.
Było to wynikiem wysokich cen miodu i nieobecności cukru,
który do końca XVII wieku w Europie występował sporadycznie, często
sprzedawany w aptekach jako lekarstwo.
Dopiero pół wieku później Andreas Sigismund Marggraf, kierownik
laboratorium chemicznego w Berlinie, odkrył, że burak pastewny może być
zdecydowanie tańszym źródłem cukru niż trzcina cukrowa.
Kolejny przełom w historii ciasta przyniósł gwałtowny rozwój mieszczaństwa i wzrost zapotrzebowania na ekskluzywne produkty kulinarne.
Od XIX wieku i początku stosowania ubitych jaj i proszku do pieczenia przy wypieku, ciasta coraz bardziej upodabniały się do tych, którymi zajadamy się dzisiaj. I choć już nie składamy ich w ofierze, ani nie stosujemy jako lekarstwa, trudno sobie wyobrazić świąt bez aromatów ciast drożdżowych, smażonych, ucieranych, biszkoptowych, piernikowych, kruchych i półkruchych...
Jedzenie już od zaranie swojej historii przestało być zwykłą koniecznością, bowiem zadziwiająco szybko odkryliśmy, że poza dostarczaniem niezbędnej energii, pozwala na doznawanie rozkoszy.
Odkrycie to pociągnęło za sobą opracowanie setek tysięcy przepisów coraz to wymyślniejszych. A jako że w sprawianiu sobie przyjemności nigdy nie lubiliśmy zatrzymywać się wpół kroku, ktoś w końcu musiał wpaść na pomysł, by rozkoszny sam w sobie posiłek zwieńczyć równie − czy jeszcze bardziej − rozkosznym deserem."